Leżysz w łóżku, chory, zarażony od innego palanta przemienionego. Umierasz sobie powoli w bólu i zastanawiasz się jak możesz to skrócić. W kuchni na dole jest zebranie wdówek i innyh zdesperowanych kobiet, które twoja ciocia udaje, że rozumie, a tak naprawde tylko proponuje kolejnej herbaty, kawy i ciasta, żeby się oddalić od grupy. A ty starasz się zniwelować super moce np. Słuch, ale nie możesz bo jesteś chory. Słuchasz czystego narzekania. To źle, to niedobrze. Wbiegają do domu dzieci jednej z nich, i żadają pieniędzy na lody. Słyszysz ich krzyki jakby stały tuż obok. Tik tak, tik tak. Wyskakujesz przez okno zapominając, że byłeś na piętrze.
czwartek, 10 grudnia 2015
wtorek, 13 października 2015
Coccinellidae primum
poniedziałek, 12 października 2015
speculo
środa, 9 września 2015
298392910
czwartek, 2 lipca 2015
Red proditione
Ludzie się zmieniają. Szybko tracą siły, poddają się woli innych, wybierają wygodę. Przekonania stają się tanie, nic nie warte, a sława droga. Czasem to dobrze. Czasem to lepiej. Utopić smutki w kieliszku czerwonej zdrady. By zapomnieć. Jednak łyk za łykiem, a stajemy się bardziej otępiali. Słabi w rozkoszy w końcu trzeźwiejemy.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Od południa do śmierci
Cieszę się, że stało się, jak się stało. Bo co, by było gdyby tego dnia ona nie została sprowadzona? Wcześniej, co gdyby on nie został sprowadzony? Jedyne czego nauczyli mnie rodzice to tyle co: "baw się, bądź sławny, lubiany, najlepszy..." I taki byłem. Lider elity sławniejszy nawet od naszych bliźniaków. Gdyby nie on pewnie nadal chodziłbym z najgłupszą dziewczyną świata, tylko po to, żebyśmy oboje na tym nie stracili.
Głupi przypadek sprawił, że się spotkaliśmy. Ja nienawidziłem udawania kogoś innego, a on najwyraźniej to widział. Dziwie się, że go wtedy nie zabiłem. Wtedy, kiedy śledził w lesie moją przemianę czy kiedy szedł moim tropem. Udawałem, że tego nie widzę. Kto by uwierzył świrowi, którego nikt nie zna z imienia. Nie zrobiłem mu krzywdy, gdyż na to nie zasłużył. Był dobrym człowiekiem. Nasza przyjaźń zaczęła się wtedy, gdy stawałem na szkolnym korytarzu w jego obronie.
A co z nią. Nienawidziłem jej. Miałem uraz do dziewczyn spowodowany ich częstą głupotą. Ale z dnia na dzień wydawała mi się coraz cudowniejsza. Piękniejsza, inteligentniejsza, w pewnym stopniu podobna do mnie. Zła, dobra, sprytna, skryta i otwarta naraz. Co by było gdyby nie ona? Skończyłbym samotnie. Nie w sensie duchowym, tylko w zamkniętej pustce we mnie.
Jest jeszcze trzecia osoba, która znalazła się jak gdyby z pod ziemi. Bez serca, samolubny, chamski, okrutny i najszczerszy przyjaciel jakiego mogłem mieć. Ja zabrałem mu śmierć, a on odebrał mi życie sprawiając, że mogłem w końcu odzyskać spokój.
Trójka ludzi będąca moim przeznaczeniem. Od południa do śmierci.
niedziela, 24 maja 2015
sonitus malaciæ
sobota, 16 maja 2015
Fide et conscientia
Zwariował. Stracił rozum, postradał zmysły. Głupek. Idiota, sam nie wierzę, że jestem w to zamieszany. Postanowił jej szukać. Szukać tej, która była uwięziona! Piekło w porównaniu do tego miejsca było cudowne. Co miałem zrobić, kiedy mnie poprosił? Miałem u niego dług. Jeślibym odmówił złamałbym zasadę lojalności, a jeślibym się zgodził zasadę sumienia.
Sumienie a lojalność.
Sumienie - wiesz, że robi źle, lojalność - obiecałeś mu przy tym pomóc. Nic nie pozwala ci wybrać dobrze.
wtorek, 12 maja 2015
Ego
Przyglądałem się pracom w szpitalu św. Anny. Mało to, sam w nich uczestniczyłem, ale nie dziś. Dziś oglądałem pot ludzi i zmęczenie, zapamiętując zachowania, by nie wyróżniać się w tłumie. W końcu zajęli się czymś, co już dawno powinni zrobić. Wchodzenie do tego budynku było udręką, szczególnie ze względu na to, że leniwe ptaki wiły sobie gniazda w styropianie tuż nad ludzkimi głowami. Nic przyjemnego. W każdym razie, postanowiono styropian zakryć jeszcze plastikowymi listwami, które miały ptakom uniemożliwić dalsze zamieszkiwanie szpitala. Większość z nich uciekła. Jeden jednak został zamknięty. Piszczał, lecz jego jęki były nie do usłyszenia w hałasie budowy. To głupie, bo trafił tam z własnej głupoty. Był mną. Żałosnym, chowającym się w cieniu nikim. Zamkniętym przez swój rozum. Tym, który żyjąc w pokoju zesłał na siebie śmierć..
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Benefactor
To miasto jak żadne miało w sobie, taki urok, w tym, że go nie miało. Z zewnątrz utopia, jednak wewnątrz utopiona resztka jakiejkolwiek przyzwoitości. Byli ludzie, których nie obchodziło gdzie mieszkali, czyli praktycznie cała okolica. Oraz tacy, którzy marzyli jedynie o wyjeździe, na przykład ja. Ale ludzie stąd dzielili się na dwie grupy: zbyt obojętnych na to gdzie się znajdą i tych, którzy mięli tu ochronę dla ich tajemnic. Takie miasteczka były idealne dla przemienionych, huldr, himer... A także fanatyków i dziwaków. Od dwóch miesięcy spotykałem się z tymi zjawiskami. W mieście coraz częściej ginęły osoby, których nienawidziłem. Niezastanawiałoby mnie to, gdyby nie sam fakt, że ciała nigdy nie zostawały odnalezione, oprócz dłoni. Jedno ciało, jedna odnaleziona dłoń. Drugą kończynę za każdym razem gdy ktoś umierał znajdywałem pod łóżkiem. Miałem kogoś , kto niszczył moje problemy nie oczekując niczego w zamian. Dobroczyńcę.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Salvator
Czasami nie wszystko idzie po naszej myśli. Szukamy winnych, smucimy się, przeżywamy. To dobre. To znaczy u ludzi, bo sam fakt bycia przemienionym wykluczał. Zazdrościłem im. W końcu zamordowałem rodzinę bez zbędnych uczuć. Nie umiałem nikogo obwinić, smucić się czy martwić. Było mi to obojętne. Nadal jest. Ale jeśli mam się wypowiadać na ten temat jestem jak najbardziej za. Czasami przydaje nam się ożywienie. Narzekanie, ból, myślenie, smutek, zamartwiania... Czasami rozumiemy, że jest nam wszystko jedno. Chwila wystarczy, żeby to pojąć. Przez takie sytuacje ludzie upodobniają się do nas. Chcę tego. Moi przyjaciele nie popierają tych idei. Teraz, gdy mogę zmieniać ludzi - chcę tego. Jednak ich zdanie i siła uniemożliwiają tak proste decyzje.
piątek, 27 marca 2015
Cytryna, sól i kawa
Najszybciej ocenić wszystko takim, jakie jest postrzegane. Cytryny - kwaśne, sól - słona, kawa - gorzka. A gdybym powiedział, że zwierzęta chodzące na dwóch łapach piszą, czytają, używają telefonów i komputerów? Smażą jedzenie i budują domy? Kto by mnie wyśmiał? Wszyscy ci, którzy nie są tacy jak ja. Nikt nie potwierdziłby publicznie mojego zdania. A gdybym to udowodnił? Gdybym znalazł potwierdzenie dla tej tezy? Było bowiem kiedyś tak... Jedno drzewo, które było naszym ojcem. Ojcem ludzi i wszystkich żywych istot bez względu czy to człowiek, czy zwierze. Wtedy jeszcze ich serca umieszczone po prawej stronie biły dla pokoju. Aż korzenie stały się słabe i brzoza upadła. Stali przy niej wtedy czterej bracia. Dwa psy i dwóch ludzi. Jedno zwierze uciekło, gdy pień spadał, a za nim pobiegł mężczyzna. Drugiego jednak pień przygniótł i razem z drugim wilkiem wgniótł w ziemię. I nastąpił koniec świata. Został jedynie mężczyzna, zwierze i przemieniony, oraz jedna kobieta i jedna suka, które powstały z korony drzewa. Potomkowie ich zasiedlili ziemię i zostawili takich, jak ja. Zwierzęta i ludzi w jednym ciele.
niedziela, 8 marca 2015
29
Czasami ogarnia mnie takie uczucie... Pragnę wyjść z siebie, zostawić spokojne życie i móc pokazać swoją naturę. Myślami zbić szyby w oknach i telewizorach. Pokazać... Że moje uczucia są desperacko zmienione w broń, która rozszarpuje mnie od środka. Wbija pazury w resztkę rozumu i przegryza żyły nadziei. Wtedy mam ochotę zniszczyć wszystko. Komody stojące obok leżącego, załamanego mnie, w myślach rozbijające się o sufit. Lustra pękające na samo szepnięcie i wiatr wahający się na samą moją obecność. Ludzie nie przechodzą obojętnie, zastanawiają się nad moim bólem, rozmyślając nad moim gniewem przerażeni cofają się od odpowiedzialności. Otwieram wtedy oczy i wcale nie czuje się lepiej. Ogarnia mnie tylko pragnienie, zagłuszające prawie każde wołanie śmierci mojego sumienia. Chcę, by moje myśli zamieniły się w rzeczywistość, żeby każde istnienie bało się wymówić moje imię. Żebym kroczył i zabijał bez powodu dając upust energii. Pan ciemności i mroku, dumy i chwały, znany pod postacią demona bez emocji jedynie ze skrawkiem duszy uwalniającej się czasem i niosącej pokój zapowiadający jedynie przyszłą wojnę.
piątek, 27 lutego 2015
28
Zawsze byłem sprzeczny ze światem. Kiedy wszyscy mówili: "Jesteś kowalem własnego losu", a ja wiedziałem, że to kłamstwa. Moje przeznaczenie było zapisane w księgach, a wiedźmy uzgodniły czego muszę dokonać. Nic nie mogłem zmienić.
Tak samo kiedyś ktoś powiedział, że przyszłość to same domysły. To wszystko co o niej wiem, mogę sam zmienić. Nie mogę. Bo jeśli przyszłość mówi, że zginę w szkole, to nawet jeśli celowo będę jej unikać i tak się tam dostanę i przez to, że w niej nie byłem umre. Śmierć zawsze ma wszystko zaplanowane. Co z tego, że coś zrobie jeśli moc jest krok przede mną. Lub gdy ktoś mówi: "Bądź sobą!". To jest najgorsze. Nie tylko w przypadku przemienionych, bo jasną rzeczą jest, że się nie ujawnimy. Gorzej bylo w przypadku ludzi. Gdy wpajano to grzecznym, kulturalnym dziewczynom. Dla nich bycie sobą było wyzbyciem się wszelkich oznak przyzwoitości. To był sztylet w serce, kiedy po ulicy szła wymalowana dwunastolatka, od której pachniało papierosami. Oczywiście rozmawiając przez swój najnowszy smartphon musiała przeklinać co drugie słowo. Mówiła gwarą. Pozbawiona szacunku mała zdzira.
Bądź sobą...
Nie! Nie bądź.
27
To zabawne, że w takim miejscu jak moje miasteczko żyje więcej istot nadprzyrodzonych niż zwykłych ludzi.
niedziela, 22 lutego 2015
26
Tej nocy miałem sen. Inny niż wszystkie pozostałe, chociaż równie dziwny i tajemniczy. Stałem w centrum miasta. Domy zawalały się i paliły, ludzie nerwowo uciekali z krzykiem. A ja stałem. Przyglądałem się matkom biegnącym z niemowlętami na rękach, widziałem przewracające się słupy elektroniczne i uciekających mężów nie zwracających uwagi na bezpieczeństwo żon. Z nieba spadały pioruny uderzające wszystkich żywych, drzewa przewracały się, a wiatr zrywał dachy. Wszystko ucichło. Byłem pośrodku wielkiej ruiny, która pozostała z mojego miasta. Dni zaczęły upływać w sekundę i pojawiały się noce, ciała gniły, porastał je mech lub zjadały bezdomne już zwierzęta. Podeszła do mnie ubrana na jasno dziewczyna. Przed nami otworzyła się ziemia i wyszła z niej ubrana na biało postać.
-"Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, a koła - niczym płonący ogień. Strumień żywiołu się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi ". Apokalipsa się rozpoczęła.
wtorek, 17 lutego 2015
25
Znaleźć się w głębi lasu. Nocą. Dla mnie to było marzeniem. Przestać myśleć o niebezpieczeństwach świata i zastanawiać się nad bestiami, które zsyłano na mnie od kilku tygodni. Dla innych? Przebywanie w lesie w tym czasie było darem od diabła. O ile w ogóle mogę tak powiedzieć, bo równie dobrze i z nim mogłem być nieświadomie zaprzyjaźniony. Wyobrażałem sobie krzyki cierpiących, rozszarpywanych dusz, którym i tak nie mogłem pomóc. Sama myśl, która powinna mnie odpychać, napawała mnie uczuciem zachwytu. Krótko mówiąc czekałem, aż jakaś niewinna osóbka zginie w męczarniach. I moje prośby zostały wysłuchane. Usłyszałem kroki. Wspiąłem się na drzewo, żeby móc obserwować cały spektakl, pozostając również niezauważonym. Zastanawiałem się, jaki potwór ich zaatakuje. W zasięgu mojego wzroku pojawiła się trójka pijanych ludzi, ledwo trzymająca się na nogach. Naokoło nich zaczął wić się wąż i może nie zrobiłby na mnie wrażenia, nawet jako przemieniony, ale udało mu się. Będąc zwierzo-podobnym nauczyłem się pamiętać, co cię osłabia, o bieganiu, oraz znać mitologię skandynawską. Gad był Jormungandem. Jednym ruchem wskoczył na szyję dziewczyny i zaczął owijać jej się wokół ciała. Wspiął się po nodze pod jej spódniczkę, a gdy jego ogon nadal zawijał się wokół kończyny, jego początek zaczął przedzierać się przez usta przerażonej dziewczyny, nie mogącej wydusić z siebie ani słowa. Jej towarzysze byli sparaliżowani. Gdy ofiara przestała oddychać, wąż rzucił się na dwie pozostał, odgryzając im po kolei nogi, palce u dłoni, ręce, oraz przyrodzenia i uważnie delektując się każdym ich krzykiem i bólem, przyprawiającym mnie o miłe dreszcze.
niedziela, 15 lutego 2015
24.
Można było szczerze powiedzieć, że otaczały mnie potwory. Nie chodziło mi o ludzi, którzy ślepo dążyli do bycia nimi, ale o będących blisko mnie przyjaciół. Poznawałem ich w dziwnych sytuacjach. Raz kiedy chroniłem ich ofiary, jeszcze innym razem, gdy to oni mieli chronić mnie lub, gdy przez pierwsze chwile widziałem w nich wroga. Czasem też gdy stawałem się tym złapanym. Gdy moją naturą było przebywanie, jak najczęściej w lasach, naturą jednej z moich przyjaciółek były łowy w tym miejscu. Spotkałem ją w młodości. Nie obserwowałem jeszcze wtedy żadnego z moich kroków, jak dziś i nawet w małej części tak nie uważałem. Pewnego dnia biegnąc pośród drzew coś zwróciło moją uwagę. Na gałęzi wysokiego dębu siedziała dziewczynka, była w moim wieku - miała może siedem lat. Nie była taka, jak inne dzieci, które znałem. Przez jej suknię zrobioną tylko ze ściółki wtapiała się w drzewo porośnięte mchem, a jej ciemno-zielone włosy były o wiele dłuższe niż ona sama. Otworzyła usta i zaczęła wydawać z siebie dźwięki, które jak na skrzydłach niosły mnie ku niej. Zacząłem wspinać się w jej stronę, a im bliżej niej byłem tym, bardziej cudowny śpiew zmieniał się w okropny pisk. Mimo to nadal ciągnął mnie w swoją stronę. Wbrew napełniającemu mnie szczęściu, postanowiłem ją zepchnąć. Instynkt nie pozwolił mi jej ufać. Spadła. Zeskoczyłem szybko, żeby zobaczyć czy nic jej się nie stało. Wstała i szybko schowała się przerażona za drzewo.
- Czekaj. - Uśmiechnąłem się w jej stronę. - Nie bój się. - Im bardziej się chowała, tym wydawała mi się bardziej przyjazna. Zacząłem ją gonić. Zauważyła w tym zabawę i nadal niepewnie, ale bawiła się ze mną. W końcu znalazłem kogoś równie dziwnego, tyle że ją wyróżniała jeszcze cecha zewnętrzna. Krowi ogon. Była Huldrą, o niezwykłej inteligencji i urodzie. Pewnego dnia jednak przepadła, a ja pogodziłem się z tym, że jej już nie zobaczę.
poniedziałek, 9 lutego 2015
23.
Urodziłem się dla pomocy. Nierealnym dla mnie było przejsć obojętnie obok rannej osoby, a widok zła obrzydzał mnie. Mordowanie było najgorszym z przestępstw krytykowanych przeze mnie, a ludzie, którzy choć raz zabili byli dla mnie skończeni. Nie chciałem żeby zniknęli, bo sama myśl o byciu jak oni wprawiała mnie w załamanie. Nie byłem idealny, bo chociaż pomagałem nigdy nie robiłem tego bezpośrednio. "Być niezauważonym" - takie właśnie było motto przemienionych, a w miasteczku takim jak moje za zwykłą drobnostkę zostałbym bohaterem. Od dziecka uczony, co jest złe, nagle sam stałem się własnym koszmarem. Mordercą.
środa, 4 lutego 2015
Narodziny zła, część IV
czwartek, 8 stycznia 2015
Narodziny zła, część III
Srebrna Wieża była miejscem zamieszkania wszystkich uczniów. Zaczynając od tych najmniej doświadczonych w byciu złym, a kończąc na profesjonalistach. Anna jednego dnia zamieszkała na szczycie wieży, zabijając poprzednika. Na samym dole mieszkał nowy w fachu Jacob. Nie zbyt zainteresowany szkołą i dręczeniem. Ten, który nie zaznał jeszcze smaku strachu ofiary. I jak na razie nie miał zamiaru tego stosować, przynajmniej na ludziach. Ale umierał. Nie dało się unikać daru, bo to on podtrzymywał przy życiu. Miał mało praktyczną moc. Był koszmarem, złem nawiedzającym sny, kradnącym spokój. Jego moc była o tyle nietrafiona, bo nie wiedział jak jej używać. Ofiarami były osoby, będące najbliżej. Chłopak zarywał noce, spał w dniach, by tylko nikogo nie zranić. Ale tu było inaczej. Nie miał wyrzutów, bo otaczały go same bestie, żerujące wciąż kosztem innym. Położył się spokojnie spać, tym bardziej, że obok byli tylko delikatnie źli. Pech chciał, że zakłócił sen Anny i mimo iż dzieliło ich siedemnaście pięter, to oboje byli równie blisko piekła.
Narodziny zła, rozdział II
Zabiła zwierzaka. Litry krwi spływały po podłodze. Wilk padł martwy.
- Panno Johanson...- Zanim starucha dokończyła, szkolny sztylet w dłoni Anny przebił ją. Dziewczyna z szyderczym uśmiechem opuściła salę. Wróciła do apartamentu w Srebrnej Wieży. Ogień w kominku rozpraszał jej głodny wzrok przez resztę wieczoru. Dawno nie piła. Stęsknione bólu i krzywd ludzkich myśli goniły za płomieniem, szukając ukojenia. Tego dnia widziała rzeki upragnionego pokarmu. Opanowanie tego było trudne, a ona nie ćwiczyła dla dobra świata. Robiła to dla siebie. Jedyną wyznawaną dla niej zasadą było to, że szczęście nie jest ważne, tylko siła. Nienawiść, gniew i ból rodzące moc, odwagę i samodzielność. Tysiące porażek niosące coraz więcej zwycięstw. Musiała wygrywać, by w końcu móc odpocząć w szacunku i z władzą. Bo to ona miała być postrachem świata i królową zła...
środa, 7 stycznia 2015
Narodziny zła, rozdział I
- Anna Adelin Maria Johnanson. - Starsza kobieta wyczytała imię dziewczyny.
- Jestem. - Wyszeptała szarowłosa. Nauczycielka podniosła głowę znad dziennika. Wstała i ruszyła w stronę nieśmiałej uczennicy.
- Panno Johanson, może i jest pani nowa w naszej szkole, ale niech się pani zachowuje, jak przystało na naszego ucznia. Kim jesteś, dziewczyno? - Podniosła jej podręcznik i rzuciła nim o ławkę.
- Nie powinno to pani interesować! - Wstała patrząc złowrogo kobiecie w oczy.
- Lepiej. To nie szkoła dla nieśmiałych. Ma z ciebie wyrosnąć drzewo. Na razie jesteś nasionkiem, zdolnym jeszcze do empatii. - Oczy dziewczyny zaświeciły złością. - Poczekaj na zajęcia praktyczne moja droga. - Sprawdziła obecność do końca, po czym zaprowadziła wszystkich do szczelnie zamkniętej sali pełnej zwierząt.
- Wybierzcie po jednym. - Anna uważnie rozejrzała się po sali pełnej fauny. Wszystkie były czarne, co tylko ją zrażało, gdy nagle dostrzegła śnieżnobiałego wilka. Musiał być jej. Pociągnęła za srebrny sznur, który owinął jej się na ręce. Czworonóg należał do niej. Zadowolona dziewczyna przyzwyczaiła się szybko do zwierzaka...
Niedługo później starucha zebrała całą klasę na naukach.
- Mam nadzieję, że oswojoliście się ze swoimi pupilami. Teraz je zabijcie. - Anna zbladła. Jeśli w ogóle można tak powiedzieć o całkiem białej na całym ciele dziewczynie. Jednak nie mogła pozwolić sobie na taki błąd w stosunku do nauczycielki. Podjęła potworną decyzję...