Przyglądałem się pracom w szpitalu św. Anny. Mało to, sam w nich uczestniczyłem, ale nie dziś. Dziś oglądałem pot ludzi i zmęczenie, zapamiętując zachowania, by nie wyróżniać się w tłumie. W końcu zajęli się czymś, co już dawno powinni zrobić. Wchodzenie do tego budynku było udręką, szczególnie ze względu na to, że leniwe ptaki wiły sobie gniazda w styropianie tuż nad ludzkimi głowami. Nic przyjemnego. W każdym razie, postanowiono styropian zakryć jeszcze plastikowymi listwami, które miały ptakom uniemożliwić dalsze zamieszkiwanie szpitala. Większość z nich uciekła. Jeden jednak został zamknięty. Piszczał, lecz jego jęki były nie do usłyszenia w hałasie budowy. To głupie, bo trafił tam z własnej głupoty. Był mną. Żałosnym, chowającym się w cieniu nikim. Zamkniętym przez swój rozum. Tym, który żyjąc w pokoju zesłał na siebie śmierć..
Zmieniłaś wygląd i ułożenie! :D
OdpowiedzUsuńŁadnie! :D
A cóż mogę powiedzieć o rozdziale?
Jak zwykle, no. :/ :D
Naprawdę - cudownie! :D
Nadal nie ma imion, co jest niesamowite :3
Pisz szybko kolejną i rozwijaj porównania, chociaż to i tak jest dobre! :D
Pozdrawiam:
Ashta :3