niedziela, 24 maja 2015
sonitus malaciæ
Spokój. W końcu go zaznałem, w końcu, zobaczyłem co tak naprawdę znaczy cisza, pokój... To nie dla mnie. Całe życie mi tego brakowało, a kiedy stało się - nie mogę wytrzymać. Gdzie hałas? Dźwięki rzeki porywającej kości przeciwników? Gdzie okropny tłumiony krzyk podczas przemian? Rada mówiąca szeptem, tak głośno, że nic więcej nie dało się usłyszeć i nasłuchiwanie deptanych liści jesienią? Gdzie to wszystko? Miałem wybór. Zostać z tym, co mam, z kłótniami, wrzaskiem, ciemnością. Wybrałem jasność i ciszę. Śmierć miała dać mi szczęście, a pozostawiła jedynie ślad wspomnień, w postaci koloru oczu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz