Cieszę się, że stało się, jak się stało. Bo co, by było gdyby tego dnia ona nie została sprowadzona? Wcześniej, co gdyby on nie został sprowadzony? Jedyne czego nauczyli mnie rodzice to tyle co: "baw się, bądź sławny, lubiany, najlepszy..." I taki byłem. Lider elity sławniejszy nawet od naszych bliźniaków. Gdyby nie on pewnie nadal chodziłbym z najgłupszą dziewczyną świata, tylko po to, żebyśmy oboje na tym nie stracili.
Głupi przypadek sprawił, że się spotkaliśmy. Ja nienawidziłem udawania kogoś innego, a on najwyraźniej to widział. Dziwie się, że go wtedy nie zabiłem. Wtedy, kiedy śledził w lesie moją przemianę czy kiedy szedł moim tropem. Udawałem, że tego nie widzę. Kto by uwierzył świrowi, którego nikt nie zna z imienia. Nie zrobiłem mu krzywdy, gdyż na to nie zasłużył. Był dobrym człowiekiem. Nasza przyjaźń zaczęła się wtedy, gdy stawałem na szkolnym korytarzu w jego obronie.
A co z nią. Nienawidziłem jej. Miałem uraz do dziewczyn spowodowany ich częstą głupotą. Ale z dnia na dzień wydawała mi się coraz cudowniejsza. Piękniejsza, inteligentniejsza, w pewnym stopniu podobna do mnie. Zła, dobra, sprytna, skryta i otwarta naraz. Co by było gdyby nie ona? Skończyłbym samotnie. Nie w sensie duchowym, tylko w zamkniętej pustce we mnie.
Jest jeszcze trzecia osoba, która znalazła się jak gdyby z pod ziemi. Bez serca, samolubny, chamski, okrutny i najszczerszy przyjaciel jakiego mogłem mieć. Ja zabrałem mu śmierć, a on odebrał mi życie sprawiając, że mogłem w końcu odzyskać spokój.
Trójka ludzi będąca moim przeznaczeniem. Od południa do śmierci.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Od południa do śmierci
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz