niedziela, 22 lutego 2015

26

Tej nocy miałem sen. Inny niż wszystkie pozostałe, chociaż równie dziwny i tajemniczy. Stałem w centrum miasta. Domy zawalały się i paliły, ludzie nerwowo uciekali z krzykiem. A ja stałem. Przyglądałem się matkom biegnącym z niemowlętami na rękach, widziałem przewracające się słupy elektroniczne i uciekających mężów nie zwracających uwagi na bezpieczeństwo żon. Z nieba spadały pioruny uderzające wszystkich żywych, drzewa przewracały się, a wiatr zrywał dachy. Wszystko ucichło. Byłem pośrodku wielkiej ruiny, która pozostała z mojego miasta. Dni zaczęły upływać w sekundę i pojawiały się noce, ciała gniły, porastał je mech lub zjadały bezdomne już zwierzęta. Podeszła do mnie ubrana na jasno dziewczyna. Przed nami otworzyła się ziemia i wyszła z niej ubrana na biało postać.
-"Patrzałem,  aż postawiono trony,  a Przedwieczny zajął miejsce.  Szata Jego była biała jak śnieg,  a włosy Jego jakby z czystej wełny.  Tron Jego był z ognistych płomieni,  a koła - niczym płonący ogień.  Strumień żywiołu się rozlewał  i wypływał od Niego.  Tysiąc tysięcy służyło Mu,  a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy  stało przed Nim.  Sąd zasiadł  i otwarto księgi ". Apokalipsa się rozpoczęła.

1 komentarz:

  1. I co ja mam Ci napisać? O.o Oczywiście, podoba mi się! Bardzo! <3
    Tak majestatycznie i dostojnie. :)
    Uwielbiam ruiny i istną rzeź, więc dla mnie idealnie. :D
    Ale... Jednak TEN rozdział był najlepszy. :c Z każdym nowym, pobijasz sama siebie. :D
    Dlatego pisz tak częściej! <3
    Pozdrawiam:
    Ashta :3

    OdpowiedzUsuń