Tej nocy miałem sen. Inny niż wszystkie pozostałe, chociaż równie dziwny i tajemniczy. Stałem w centrum miasta. Domy zawalały się i paliły, ludzie nerwowo uciekali z krzykiem. A ja stałem. Przyglądałem się matkom biegnącym z niemowlętami na rękach, widziałem przewracające się słupy elektroniczne i uciekających mężów nie zwracających uwagi na bezpieczeństwo żon. Z nieba spadały pioruny uderzające wszystkich żywych, drzewa przewracały się, a wiatr zrywał dachy. Wszystko ucichło. Byłem pośrodku wielkiej ruiny, która pozostała z mojego miasta. Dni zaczęły upływać w sekundę i pojawiały się noce, ciała gniły, porastał je mech lub zjadały bezdomne już zwierzęta. Podeszła do mnie ubrana na jasno dziewczyna. Przed nami otworzyła się ziemia i wyszła z niej ubrana na biało postać.
-"Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, a koła - niczym płonący ogień. Strumień żywiołu się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi ". Apokalipsa się rozpoczęła.
niedziela, 22 lutego 2015
26
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
I co ja mam Ci napisać? O.o Oczywiście, podoba mi się! Bardzo! <3
OdpowiedzUsuńTak majestatycznie i dostojnie. :)
Uwielbiam ruiny i istną rzeź, więc dla mnie idealnie. :D
Ale... Jednak TEN rozdział był najlepszy. :c Z każdym nowym, pobijasz sama siebie. :D
Dlatego pisz tak częściej! <3
Pozdrawiam:
Ashta :3