niedziela, 30 listopada 2014

Urok, część IV

Otworzyłem oczy.
To wszystko było snem. Niezwykle bolesnym i trudnym do zniesienia. Tyle cierpienia w jedną noc. Byłem głodny jak wilk. W sumie, byłem wilkiem, więc miałem takie prawo. Wstałem z łóżka i ruszyłem w stronę łazienki. Chciałem umyć zęby, ale widok, jaki ujrzałem w lustrze sprawił, że jednak zacząłem wierzyć. Miałem zakrwawioną twarz, a kły nie zamieniły się w ludzkie zęby. Oczy zatrzymały się w połowie. Jedno było białe, a drugie niebieskie. Przemyłem twarz. Dziś, było jedynym dniem, w którym nie mogłem chować się i próbować zmienić. Jak na złość ciocia Mercy malowała ściany, a ten zapach był gorszy od spalanej efibloryny. Ubrałem ciepłą czapkę i szalik, którym zakryłem usta. Wyszedłem z domu i popędziłem do lasu. Usiadłem pod szczęśliwym drzewem, w miejscu, które sobie upodobałem. Siedziałem tam, próbując zmienić chociaż kolor oczu. I nic.
Usłyszałem szmer w krzakach. Zakryłem usta szalikiem. To był Green. Odetchnąłem z ulgą.
- Co jest? Miałeś wpaść. - Nie przypominałem sobie, kiedy się umawialiśmy.
- Twojej mamie by się to nie spodobało. - Odsłoniłem twarz i podniosłem głowę, żeby zobaczył moje oczy.
- Co ty miedzianą protezę masz, że przemieniły ci się zęby? - Usiadł obok mnie.
- Sam chciałbym wiedzieć, ale to nie miedź. Nie mam pojęcia, co innego może nas przemieniać...

3 komentarze:

  1. No nieźle :D
    Tak trochę smutno. :C Mój wewnętrzny sadysta się nie cieszy, chociaż...
    Co? Jednak coś? Ha!
    Jak zwykle zaskakujesz i ukazujesz coś, co całkowicie zmienia bieg wydarzeń. :D
    Jak wiesz, uwielbiam Twoją twórczość! :D
    Życzę Ci weny i czasu, żebyś pisała jak najdłużej :D
    Pozdrawiam:
    Ashta :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm, trochę się pogubiłam .-. Ale walić to, mam nadzieje, że z kolejną notką się połapię. Po przeczytaniu wcześniejszych notek stwierdzam, że wg mnie, spieprzyłaś motyw :c W sensie, że to tylko sen. Kurczę, nie podpasowało mi, ale czekam na kolejne notki :D
    Weny i czasu ;3

    OdpowiedzUsuń