Kiedy bezsilni chcemy poddać się
nurtowi zaczynamy od powolnego ciągu rozmyśleń. Stan pierwszy: Co
by było gdyby? Mógłbym się zmienić, mógłbym robić coś
lepiej, być z siebie bardziej zadowolony... Mija z chwilą kiedy
orientujemy się, że życie całym sobą niesie za sobą huragan
zabierający wszystkie przyjemności. Kolej na bunt, rozbite szkło,
ucieczkę z domu i bieg przez środek miasta w samej bieliźnie.
Wolność samą w sobie, nie zobowiązującą do niczego, jedynie
beztroskiej ucieczki. Kradzieże, morderstwa i niesamowite wyczyny
kreujące się w naszej głowie... gasnące z pierwszym podmuchem
świadomości i rozsądku. Koniec to wyobrażenia o paraliżu
umysłowym, unoszeni przez naiwność ze źrenicami wywracanymi do
tyłu. Słuchając modlitwy powtarzającej się jak piosenka...
przykra pobudka zaczyna krąg od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz