Kiedy bezsilni chcemy poddać się
nurtowi zaczynamy od powolnego ciągu rozmyśleń. Stan pierwszy: Co
by było gdyby? Mógłbym się zmienić, mógłbym robić coś
lepiej, być z siebie bardziej zadowolony... Mija z chwilą kiedy
orientujemy się, że życie całym sobą niesie za sobą huragan
zabierający wszystkie przyjemności. Kolej na bunt, rozbite szkło,
ucieczkę z domu i bieg przez środek miasta w samej bieliźnie.
Wolność samą w sobie, nie zobowiązującą do niczego, jedynie
beztroskiej ucieczki. Kradzieże, morderstwa i niesamowite wyczyny
kreujące się w naszej głowie... gasnące z pierwszym podmuchem
świadomości i rozsądku. Koniec to wyobrażenia o paraliżu
umysłowym, unoszeni przez naiwność ze źrenicami wywracanymi do
tyłu. Słuchając modlitwy powtarzającej się jak piosenka...
przykra pobudka zaczyna krąg od nowa.
środa, 11 maja 2016
niedziela, 1 maja 2016
Mediocritatem
Zdałem sobie sprawę, że jestem przeciętny. Nie super zdolny, mądry czy ciekawy jako osobowość. Po prostu, przeciętny. Szczególny jedynie ze względu na moc. Bez niej? Byłbym nikim. Zagubionym w społeczeństwie nastolatkiem, który nie potrafi o siebie zadbać. O innych za to... za nich rzucałem się w ogień. Czy ich znałem, lubiłem, zależało mi na nich? Nie zastanawiałem się nad tym, bo byli ludźmi. Starałem się uchronić ich przed ranami, które sam mogłem uleczyć. Moja dusza nadal jednak była bardziej zraniona, niż moje ciało zdążyło być przez całe życie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)