niedziela, 24 maja 2015

sonitus malaciæ

Spokój. W końcu go zaznałem, w końcu, zobaczyłem co tak naprawdę znaczy cisza, pokój... To nie dla mnie. Całe życie mi tego brakowało, a kiedy stało się - nie mogę wytrzymać. Gdzie hałas? Dźwięki rzeki porywającej kości przeciwników? Gdzie okropny tłumiony krzyk podczas przemian? Rada mówiąca szeptem, tak głośno, że nic więcej nie dało się usłyszeć i nasłuchiwanie deptanych liści jesienią? Gdzie to wszystko? Miałem wybór. Zostać z tym, co mam, z kłótniami, wrzaskiem, ciemnością. Wybrałem jasność i ciszę. Śmierć miała dać mi szczęście, a pozostawiła jedynie ślad wspomnień, w postaci koloru oczu.

sobota, 16 maja 2015

Fide et conscientia

Zwariował. Stracił rozum, postradał zmysły. Głupek. Idiota, sam nie wierzę, że jestem w to zamieszany. Postanowił jej szukać.  Szukać tej, która była uwięziona! Piekło w porównaniu do tego miejsca było cudowne. Co miałem zrobić, kiedy mnie poprosił? Miałem u niego dług. Jeślibym odmówił złamałbym zasadę lojalności, a jeślibym się zgodził zasadę sumienia.
Sumienie a lojalność.
Sumienie - wiesz, że robi źle, lojalność - obiecałeś mu przy tym pomóc. Nic nie pozwala ci wybrać dobrze.

wtorek, 12 maja 2015

Ego

Przyglądałem się pracom w szpitalu św. Anny. Mało to, sam w nich uczestniczyłem, ale nie dziś. Dziś oglądałem pot ludzi i zmęczenie, zapamiętując zachowania, by nie wyróżniać się w tłumie. W końcu zajęli się czymś, co już dawno powinni zrobić. Wchodzenie do tego budynku było udręką,  szczególnie ze względu na to, że leniwe ptaki wiły sobie gniazda w styropianie tuż nad ludzkimi głowami. Nic przyjemnego. W każdym razie, postanowiono styropian zakryć jeszcze plastikowymi listwami, które miały ptakom uniemożliwić dalsze zamieszkiwanie szpitala. Większość z nich uciekła. Jeden jednak został zamknięty. Piszczał, lecz jego jęki były nie do usłyszenia w hałasie budowy. To głupie, bo trafił tam z własnej głupoty. Był mną. Żałosnym, chowającym się w cieniu nikim. Zamkniętym przez swój rozum. Tym, który żyjąc w pokoju zesłał na siebie śmierć..