Dzieci moich dzieci, ojcowie moich ojców, matki moich matek... Pierwsze pokolenie nie dowie się o niczym, o czym dowie się każdy inny. Nie zaznają bólu rodzinnej klątwy, która ich ominie. Bo to oni są nieparzyście urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą, która sprawia, że urok dosięga tylko parzystych. Czyli takich, którzy są ojcami naszymi, a gdy zostaną dziadkami ich wnuczęta będą znowu przeklęci. Tym razem byłem nieparzysty. Mimo to klątwa mnie dopadła. Dwudziesty trzeci z jednego z przeklętych rodów. Z rodu Redern'ów, ze strony matki.
Co w ogóle może oznaczać bycie nieparzystym? Pecha. Zwykłe przesądy zyskują na sile. Przejdź pod drabiną, wysyp sól. U nas przyjęto, że są prawdziwe, ale tylko ze względu na to, że pecha będziemy mieć całe życie. Z przesądami człowiek mniej sie bał, ale też szybciej umierał. W moim przypadku ja nadal pozosawałem żywy, ale odchodziło coraz więcej osób, na których mi zależało. I zazwyczaj z mojej winy. Bycie z rodu to było marzenie każdego. U przemienionych to była szlachta. Mało powiedziane, byliśmy królami! Zwierzopodobny z pierwszego rzędu mógł jedynie prosić o bycie naszą betą, co również było zaszczytem. Mięliśmy uczyć go tego, co sami potrafiliśmy. Bronić go, a i on musiał wykazać chęć, by umrzeć za nas. W tych samolubnych czasach trudno było znaleźć kogoś takiego. Towarzysza na śmierć i życie. Ja jednak swojego miałem. Jeszcze nie wiedział, że jestem z rodu, a już zachowywał się jakby był moją betą. Zresztą sam niewiedziałem czy to nie on był moją alfą. Obaj oddalibyśmy za siebie wszystko.
niedziela, 21 grudnia 2014
Ród Redern
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jak zwykle świetnie :D
OdpowiedzUsuńSama jestem osobą przesądną, ale pech, no cóż, nie trzyma się blisko mnie całe życie! :c
Tytuł skojarzył mi się z książką Karola Maya "Ród Rodrigandów". :)
Nie no, fajnie Bardzo dobrze napisane. Alfa, beta, jak Teen Wolf!
Weny i czasu! :D
Pozdrawiam:
Ashta :3
Marti, kocham Cię ;)
OdpowiedzUsuń