piątek, 28 listopada 2014

I opowiadanie z morałem, część I

Fraya, rok 1383, późna wiosna,
Wojska Alrandzkie zmierzały na zachodni wschód, kierując się na Złotą Dolinę. Był tam dokładny środek świata, w którym co trzysta sześćdziesiąt pięć dni odbywał się obrzęd oddania. Pięcioro dzieci palono na stosie, w imię Boga, który pomagał wygrywać wojny. Nie minęło osiemdziesiąt dni, a wielka trójka wydała nakaz sprowadzenia nowych ofiar. Zbliżała się najważniejsza bitwa Alrandów i Frayów. Marteusz III i Starl VI, dwaj bracia oddani do niewoli przez matkę i dwaj wielcy królowie, którzy nie potrafili rządzić w jednym królestwie. Obaj chcieli władzy absolutnej. Pierwszy z nich był ateistą. Nie wierzył w Stwórcę, ale aprobował nadzieję ludzi. Dlatego palił stosy.     
    Trzech chłopców i dwie dziewczynki stali już posłusznie  na marmurowej płycie, w samym sercu Złotej Doliny. Nie płakały, nie były nieszczęśliwe, a dumne, że to one sprawią, że ich naród wygra wojnę. Tym razem, nie rodzice podpalili swoich wielkich bohaterów. Sam król, chwycił pochodnię i zwrócił się w stronę ludu.
- Prości ludzie, szlachto, mieszczanie. Dziś staniecie się wojownikami. Starl VI, mój rodzony brat, który rozpoczął wojnę pomiędzy narodami, zapłaci z swoje grzechy! Boże, składamy ci piątkę tych istot, które oddadzą swój los w twoje ręce. Za to ty, daj nam siłę, abyśmy godnie pokonali mego brata.
      - Panie. Powierzam ci się w twoje ręce. Ja Starl, zawsze ci wierny i posłuszny, syn grzesznej, jednak nawrócony. Twój święty posłaniec, proszę cię dziś o pomoc, przeciwko memu bratu. Amen. - Starl wstał z ławy kościelnej i odszedł..

3 komentarze:

  1. Hm.. No nieźle :D
    Przyznaję, nieźle! :D
    Walka między braćmi, dobry motyw.
    Ofiara z dzieci. Kryteria dawnych czasów, okropne.
    Ale rozdział bardzo fajne. Takie wyrwanie z fabuły :D
    No cóż, weny i czasu! :D
    Pozdrawiam:
    Ashta :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachodni wschód ? Masło maślane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne, tylko ZACHODNI WSCHÓD :)

    OdpowiedzUsuń