wtorek, 13 października 2015

Coccinellidae primum

       Obudził mnie krzyk dobiegający z domu mojej sąsiadki Clary. Piski i płacz wydawała jej nadzwyczaj załamana matka. Nic nowego w tej rodzinie. Zazwyczaj pan Correy wyolbrzymiał problemy, więc jego żona mogła się tym zarazić. Moja ciocia wyleciała z domu, by nie zniszczyć swojej opinii patronki kościoła. Nasłuchiwałem ich rozmowy. Poprzez krzyki pani domu udało mi się wychwycić tylko ciche, jąkanie.
      Nie żyje
      Jeszcze wczoraj widziałem ją z mamą w parku. To dziwne, że wypadki zdarzają się zazwyczaj tak blisko domu. Bywa. Poszedłem dowiedzieć się co tak naprawdę się stało.
      Drzwi były uchylone, wszedłem niezauważony do środka i po schodach wbiegłem do pokoju Clary. Wychwycone przeze mnie: „rozszarpana” i „pozbawiona tułowia” dały do myślenia. To musiała być ta sama osoba, która zabiła Larę kilka tygodni temu. Nawet Rada jeszcze go nie wychwyciła to musiał być groźny. W każdym razie powoli zbliżał się do mojego domu, a nie jestem jaszczurką, że wszystko mi odrasta. Szczególnie głowa. Obie ofiary były dziewczynami, a one nie wychodzą same. To w końcu dziewczyny. Żegnają się na jednej ulicy, skąd dosięga je monitoring miejscowej parafii, zamontowany na wypadek, gdyby któryś z małolatów wymykał się cudzołożyć. Coś musiało zmusić je do wyjścia. To czego szukałem musiało je do tego zachęcić.
„Letnia wyprzedaż!”, „Do 30% taniej”, „Najlepszy kebab w mieście, rabat z kuponem” - Wszystko to znalazłem w szufladzie, w kopercie podpisanej „Na wszelki wypadek”. Na wszelki wypadek gdyby zabrakło mi do szalika, mógłbym pójść, kupić kebaba ze zniżką i sprzedać w normalnej cenie. Może jakaś wieczorna oferta w miasteczku obok sprawiła, że się wymknęła. Morderczy szał zakupów. W każdym razie coś musiał po sobie zostawić.
       Zamknąłem oczy. Bez powodu, coś po prostu sprawiło, że to zrobiłem. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem, że zmieniły kolor. Ujrzałem również białą aurę unoszącą się wokół mnie, która jak dłonią wskazywała na jeden z obrazów. Był to narysowany kluczyk oprawiony w grubą ramę. Zdjąłem go, tym samym zrzucając schowany za nim kalendarzyk. Pierwsze strony przyciągnęły moją uwagę. W miejscu na imię i nazwisko widniało więcej niż jedna para. Clarissa Correy, Ann Jensen, Olivia, Marie, Stephanie... Clarie od dziecka chorowała na mnogą osobowość. Czasem wypierała się rodziców i miejsca zamieszkania. W notesie jeszcze inne rzeczy przykuły moją uwagę. Wpis odnoszący się do wczorajszej daty. „Pozbycie się Ann, Olii, Marie i Steph.”. Zanim zdążyłem dokończyć jej tata pojawił się za mną w pokoju.
Upuściłem nerwowo notes. Staliśmy obaj w ciszy patrząc się na siebie.
- Nie powinienem jej wypuszczać. - Zaczął. - Widziałem jak wczoraj wychodziła, słyszałem jego głos witający ją pod oknem, a mimo to nie zareagowałem. - Nie panikował jak zwykle. Część jego umarła. - Przypomniałem sobie siebie z jej matką, dwadzieścia lat temu. Byliśmy tacy sami, też wymykaliśmy się, uciekaliśmy z domu... - W jego głosie coraz bardziej rosło napięcie. - Ale wracaliśmy do domu cali. Nikt o nas nie wiedział, nikogo to nie obchodziło. Wtedy jeszcze nie wszystko było zabronione, wtedy dzieci wiedziały co to wolność. A my nie daliśmy jej swojej jedynej córce. - Znów uspokajał się i denerwował. - A raczej jedynym córkom.
- Clarii, Ann, Olivii, Marie i Stephanie... - Ocknął się po chwili z żałoby.
- Skąd to wiesz? - Zwrócił uwagę na leżący na podłodze notes i na sąsiada szperającego w rzeczach jego zmarłej córki. Ochrzan ominął mnie tylko dlatego, że dostał zawału.

poniedziałek, 12 października 2015

speculo

Co się dzieje, gdy w zwierzętach widzisz siebie? Po za tym, że w moim przypadku wyglądem potrafię nie różnić się od nich ani trochę, to jest przerażające. Kiedy podnoszą łapę, równocześnie z twoją dłonią, śpią kiedy ty i biegną tuż obok. Kiedy przemieniasz się w jedno z nich, to jedyny moment kiedy stoją nieruchomo i wpatrują się w ciebie, po czym kradną twoje poszarpane ubrania i uciekają. Kiedy najbliżsi nie potrafią stwierdzić które z nas jest prawdziwym mną, ewentualnie prawdziwym nim. Wtedy czas być kimś innym albo udawać kogoś innego. Można również z tym żyć, by nie wyjść na paranoika, zmagającego się z patrzeniem na świat jak w lustro.