poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Benefactor

To miasto jak żadne miało w sobie, taki urok, w tym, że go nie miało. Z zewnątrz utopia, jednak wewnątrz utopiona resztka jakiejkolwiek przyzwoitości. Byli ludzie, których nie obchodziło gdzie mieszkali, czyli praktycznie cała okolica. Oraz tacy, którzy marzyli jedynie o wyjeździe, na przykład ja. Ale ludzie stąd dzielili się na dwie grupy: zbyt obojętnych na to gdzie się znajdą i tych, którzy mięli tu ochronę dla ich tajemnic. Takie miasteczka były idealne dla przemienionych, huldr, himer... A także fanatyków i dziwaków. Od dwóch miesięcy spotykałem się z tymi zjawiskami. W mieście coraz częściej ginęły osoby, których nienawidziłem. Niezastanawiałoby mnie to, gdyby nie sam fakt, że ciała nigdy nie zostawały odnalezione, oprócz dłoni. Jedno ciało, jedna odnaleziona dłoń. Drugą kończynę za każdym razem gdy ktoś umierał znajdywałem pod łóżkiem. Miałem kogoś , kto niszczył moje problemy nie oczekując niczego w zamian. Dobroczyńcę.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Salvator

Czasami nie wszystko idzie po naszej myśli. Szukamy winnych, smucimy się, przeżywamy. To dobre. To znaczy u ludzi, bo sam fakt bycia przemienionym wykluczał. Zazdrościłem im. W końcu zamordowałem rodzinę bez zbędnych uczuć. Nie umiałem nikogo obwinić, smucić się czy martwić. Było mi to obojętne. Nadal jest. Ale jeśli mam się wypowiadać na ten temat jestem jak najbardziej za. Czasami przydaje nam się ożywienie. Narzekanie, ból, myślenie, smutek, zamartwiania... Czasami rozumiemy, że jest nam wszystko jedno. Chwila wystarczy, żeby to pojąć. Przez takie sytuacje ludzie upodobniają się do nas. Chcę tego. Moi przyjaciele nie popierają tych idei. Teraz, gdy mogę zmieniać ludzi - chcę tego. Jednak ich zdanie i siła uniemożliwiają tak proste decyzje.