niedziela, 21 lutego 2016

Medice, cura te ipsum!

Ostatnio nie mogłem narzekać na samotność. Wiecznie w ich towarzystwie. Musiałem się pilnować, zagadywany przez nich traciłem poczucie bezpieczeństwa. Nie wiedziałem kiedy śnie. Zaczynali kontrolować moje ciało. Oni. Nie wiem kim byli ani co planowali ale wychodziło im to dobrze. Rozmawiałem z nimi, starałem się zapanować nad tym, starałem się mieć ich w garści... Ale za każdym razem gdy łapałem jednego z nich, drugi  już mnie trzymał. Śmiejąc się w twarz mówił jedynie po cichu, że sam siebie nie pokonam. Niedoczekanie. Strzeliłem sobie w głowę z nagana po ojcu.